Thursday 18, Jan 2018

Blog ogrodniczy - Ogrodnik Leszek

Obrazek użytkownika Leszek

Czy ogród może być ultraekologiczny? 6 opinii blogerów ogrodniczych.

Ogród EKO czy ULTRA?

Życie ekologiczne, zgodne z naturą stało się odpowiedzią części ludzi na zagrożenia cywilizacyjne związane ze skażeniem środowiska, globalnym ociepleniem, przemysłową produkcją żywności i powszechnym stosowaniem środków chemicznych. Stało się sposobem życia, ale i myślenia, bo teraz często ekologicznie znaczy nie tylko nowocześnie, tanio, zdrowo, ale i rozsądnie. Przełomem w takim podejściu było uświadomienie sobie skutków zagrożeń, a także tego, że każda rodzina, każde gospodarstwo domowe i każdy człowiek może przyczynić się do poziomu czystości powietrza, wody, gleby, najbliższego otoczenia, ale i zdrowia swojej rodziny. Mamy wpływ na jakość swojego życia w swoim najbliższym otoczeniu. Nie zbawimy tym świata, ale przy większej masowości tego zjawiska może to mieć pozytywne znaczenie dla osiedla, miasta czy regionu. Każdy może coś z tym zrobić. Społeczności wiosek i miast w miarę uporządkowały sprawę odpadów, mamy już segregację śmieci, a tym samym ich recykling i powtórne wykorzystanie surowców. Co bardziej zapobiegliwe społeczności śmieci wykorzystują, jako źródło ogrzewania i prądu, a odpady biodegradowalne przetwarzane są na kompost, który jest przekazywany mieszkańcom do ich ogrodów. Ogrody to miejsce wymarzone do tego by przekonać się o zbawiennych mikro skutkach życia w zgodzie z naturą.

 

Co to znaczy prowadzić ogród w zgodzie z naturą?

Odpowiedzi jest tyle ile obszarów ekologicznego ogrodu.

Jakie to obszary:

  1. Gleba
  2. Nawożenie
  3. Uprawa i ochrona roślin
  4. Zwalczanie szkodników
  5. Fauna ogrodu
  6. Żywność z ogrodu i jej przetwarzanie
  7. Woda i energii

Ekologia tych obszarów może przybierać różne formy od ekologicznej czy nawet ultra ekologicznej czy jak ktoś woli ortodoksyjnej. Tę ultra ekologiczność można prosto moim zdaniem zdefiniować – Żadnej ingerencji w przyrodę. Realizowanie takiej filozofii w ogrodzie nie jest łatwa, ale możliwe. Czy da się tak prowadzić ultra ogród na dłużej – moim zdaniem tylko w odosobnieniu i nie na długo. Można zachować równowagę przyrodniczą ultra ogrodu, łąki czy lasu, ale gorzej będzie to wyglądało z ogrodową uprawą warzyw, owoców, ochroną roślin przed szkodnikami czy nawożeniem. Samo ogrodzenie ogrodu dla ultra ogrodnika to też niedopuszczalna ingerencja w środowisko. Warzywa i owoce mogą być przez jakiś czas uprawiane wśród chwastów, owszem będą zdrowe i smaczne, ale jak długo, przecież dojdzie do ich dziczenia i wyradzania się.

ultra ogród

Prowadzenie ekologiczne ogrodu to nie tak znowu skomplikowana sprawa pod warunkiem, że podejdzie się do tego z rozsądkiem i pewnymi koniecznymi niekiedy ustępstwami. Co można dopuścić by nie naruszyć samej idei życia w zgodzie z naturą, a czego nie?

Gleba

Gleba – dbałość o jej żyzność, zasobność, odczyn, nasłonecznienie i nawodnienie można uzyskać nie stosując do tego środków chemicznych. Glebę swojego ogrodu należy poznać i określić jej potrzeby, użyźniać w sposób naturalny i dostosować odczyn kwasowości do potrzeb poszczególnych roślin. Nawożenie powinno być wyłącznie naturalne nawet kosztem wielkości zbiorów. Wyłącznym źródłem nawożenia może być obornik, kurzaki i krowiaki, wywary z roślin i kompost. Kompostownik w ekoogrodzie jest niezbędny. To w kompostowniku składujemy biodegradowalne resztki z naszego domu, ale i skoszoną trawę, liście, chwasty bez nasion. Stosowanie poplonów szczególnie z roślin motylkowych to też ekologiczny sposób nawożenia i użyźniania gleby. Uprawa roślin powinna być prowadzona z zachowaniem zmianowości i współrzędności. Stanowiska roślin powinny mieć odpowiednie do potrzeb nasłonecznienie i nawodnienie. Do ściółkowania gleby stosujemy wyłącznie słomę, liście lub kompost. Ochrona roślin i zwalczanie szkodników to ten obszar, w którym dopuszczam odstępstwa i wspieram się w sytuacji bez wyjścia środkami chemicznym, gdy naturalne sposoby zawiodą. Wywary z pokrzyw, skrzypu, czosnku są w miarę skuteczne w sytuacji wielokrotnego i częstego ich powtarzania, ale i to może nie wystarczyć, wtedy sięgamy po środki chemiczne i stosujemy je tak by nie unicestwiać pożytecznych owadów i z zachowaniem karencyjności oprysków by nie szkodzić ludziom. Dużym problemem są nornice, które niszczą nasze uprawy. Jeżeli pułapki nie przyniosą rezultatu to trzeba użyć miejscowo trutek, ale też działać zapobiegawczo stosując np. koszyki do sadzenia roślin cebulowych, nie należy też składować pryzm z roślin, bo będzie to przyciągać te szkodniki. Do walki ze ślimakami używamy też pułapek, zbieramy je, ale dopuszczalnym jest użycie trutek, które najlepiej wyłożyć na obrzeżach ogrodu, ślimaki nie pokonają tej zapory. Krety, które psują estetykę ogrodu wyłapujemy i wynosimy na nieużytki. Fauna ogrodu – nasi skrzydlaci sprzymierzeńcy w walce ze szkodnikami muszą mieć warunki, żeby przywiązały się do naszych ogrodów. Trzeba im zapewnić warunki do lęgu i pokarm - szczególnie zimą. Zachęcamy do pobytu w naszym ogrodzie zapylające owady, głównie trzmiele i murarki, poprzez ustawianie domków owadzich. Przy kompostowniku stawiamy zimowy domek dla jeża. Jeżeli chcemy mieć w ogrodzie nietoperze to mocujemy u szczytu altany lub domu schronienie dla nich. Dbamy też o ropuchy i zwierzęta wodne w naszych oczkach wodnych i stawikach.

Żywność z ogrodu i jej przetwarzanie.

Ekologiczny ogrodnik powinien spożywać warzywa i owoce na surowo i sezonowo w miarę ich pojawiania się i dojrzewania. Soki z owoców i warzyw powinny być wyciskane lub z sokowirówki czy sokownika, niepasteryzowane i bez dodatku cukru. Przetwory na zimę powinny być konserwowane przyprawami z ogrodu – czosnkiem i chrzanem z niewielkimi dodatkami soli lub oleju. Nie stosujemy chemicznych konserwantów i polepszaczy smaku.

Woda i energia.

Ekolog zbiera deszczówkę i nią podlewa rośliny. Wystarczy 15-20m2 dachu altany lub domku ogrodowego by w przeciętnie deszczowym roku być samowystarczalnym w wodę dla roślin i do innych celów gospodarczych. Można odwiercić lub wykopać studnię wodę, to też nie narusza naturalnego środowiska. Tam gdzie jest doprowadzona energia elektryczna, a nie we wszystkich ogrodach działkowych mamy to udogodnienie, kosimy trawę, przycinamy żywopłoty kosiarkami i nożycami elektrycznymi, nie zatruwa to środowiska. Możemy też używać do tego celu narzędzi akumulatorowych. Nie używamy narzędzi spalinowych, bo emitują do atmosfery szkodliwe związki spalania. Jeżeli nie mamy prądu to żywopłoty i trawniki przycinamy narzędziami mechanicznymi, co jest niestety bardziej pracochłonne.

SONDA - WYPOWIEDZI

Swoje przemyślenia o eko i ultraeko ogrodzie postanowiłem skonfrontować z opiniami innych blogerów ogrodniczych. W przeprowadzonej sondzie zadałem im następujące pytania:

  1. Czy da się być ekologicznym ultrasem? Takim, który nie nawozi, nie opryskuje, meble, donice i skrzynki ma drewniane a nie plastikowe?
  2. Czy chemię oprysków i nawożenia można zastąpić naturalnymi preparatami i wyciągami z roślin?
  3. Jak dajesz sobie z tym radę?
  4. Gdzie dostrzegasz granice bycia eko?
  5. Czy możliwe i dobre dla ogrodu jest podejście ultraeko?

Sonda spotkała się z nie małym zainteresowaniem, – za co bardzo dziękuję.

Oto jak odpowiadała nasza ogrodnicza blogosfera.

fajne ogrody
1. Anna Sikora-Stachurskawww.fajneogrody.pl
 

"Jeśli chodzi o mnie to jestem zawsze zwolenniczką zdrowego rozsądku. Chemia zdrowa nie jest i tu nie ma co dyskutować. Ideałem byłoby całkowite jej wyeliminowanie. Wszystko, w ogóle, zależy w jakim kontekście, skali rozpatrujemy stosowanie chemii. W uprawach na skalę przemysłową odejście od niej w tych czasach nie jest możliwe ze względów ekonomicznych. Jeśli zaś chodzi o ogrody przydomowe, uprawę ogrodu na własny użytek chemię odradzam. Osobiście też jej unikam, ale nie należę też do radykalnych zwolenników eko. Tak na przykład, jeśli już nie radzę sobie kompletnie z mszycą, sięgnę po Pirimor.  Zawsze jednak jest to jakaś ostateczność i najpierw staram się spróbować metod ekologicznych. "

blog leonardy
2. Leonarda Dąbrowska - www.blogleonardy.pl

"Ogrodnicy są Eko z natury. Też tak uważam. Uprawa własnych warzyw i owoców, nad którymi mamy kontrolę często od ziarenka do plonu końcowego pozwala cieszyć się naprawdę zdrowymi i ekologicznymi produktami. Ale ja nie należę do „ekologicznych ultrasów”. O ile ekologię stawiam zawsze na pierwszym miejscu, o tyle wygoda jest dla mnie równie ważna. Kompostownik to pierwsze, co znalazło się na naszej działce. Zbudowaliśmy go tuż po tym, jak podpisaliśmy akt notarialny i jeszcze jako blokersi zbieraliśmy odpadki nadające się na kompost. Na działce skoszona trawa i chwasty też tu lądowały. Bardzo ucieszyła mnie także możliwość segregowania śmieci i od razu wybrałam tę opcję przy podpisywaniu umowy o ich wywóz (spodziewając się nawet, że będzie to droższe;)) Od początku mojej przygody z ogrodnictwem postawiłam na naturalne środki. Przygotowuję gnojówkę z pokrzyw do zasilania warzyw i kwiatów, próbowałam również zwalczać tym specyfikiem mszyce, ale jakoś wyjątkowo oporne te moje żyjątka ;) I przykład zwalczania mszyc na różach pokazuje jaka jestem eko. Pierwsze podejście to naturalne specyfiki. Najpierw robię oprysk z wywaru z pokrzyw, powtarzam kolejnego dnia i czekam… Przy niewielkiej ilości szkodników to pomaga. Jeżeli żyjątka nadal wcinają moje róże serwuję im kąpiel z dodatkiem mydła potasowego z czosnkiem. Niestety w tym roku są wyjątkowo twarde i wtedy kończy się niestety użyciem chemii. Staram się jednak by oprysk wykonywać późnym wieczorem, kiedy już pszczoły nie fruwają po ogrodzie.

Staram się, by żyjątka w moim ogrodzie miały swoje miejsce, gdyż wiem, że to ja wkroczyłam na ich teren, nie odwrotnie. I o ile zwalczam mrówki w domu, o tyle w ogrodzie nic z nimi nie robię, chociaż ten rok to prawdziwa ich plaga! Kolejne zwierzątka to krety. Jasne, że wkurzają mnie kopczyki, ale pod trawnikiem rozłożyłam siatkę zabezpieczającą przed nimi, a w rabatach pozwalam im buszować, łatwo mi tam rozgarnąć kopce, a one wyjedzą szkodniki, wszyscy jesteśmy zadowoleni. Nie miałam też do tej pory problemu ze ślimakami a to za sprawą ogromnej ilości ptaków, które zagnieździły się w koronach drzew i codziennie wchodzą na moje rabaty jak na stołówkę. Oczywiście zdarzyło się, że wykopały sadzonki, ale to są kompromisy, na które się godzę :) Staram się też, by w jakimś zakamarku mojego ogrodu (z tyłu rabaty, za krzewami) było miejsce z tzw. bioróżnorodnością. Nie pielę tam, zostawiam pokrzywy i inne chwasty, by mogły rozwijać się tam larwy owadów potrzebujące właśnie takich środowisk. Rośliny do mojego ogrodu dobieram tak, by znalazły się wśród nich zarówno drzewa i krzewy, w których gałęziach ptaki będą mogły uwić swoje gniazda jak również takie, których owoce zimą utrzymują się na krzewie stanowiąc pokarm dla skrzydlatych przyjaciół.

A ja lubię siąść na swoim tarasie, pod naturalnymi ochraniaczami przed komarami (posadzone mam tu 2 katalpy, które je odstraszają), popatrzeć na goniące się po gałęziach drzew wiewiórki, obserwować ptaki bawiące się miedzy liśćmi, patrzeć na niezliczone ilości pszczół, pracujących wśród pachnącej lawendy, rozchodników i innych kwiatów. A wieczorem posłuchać cykania świerszczy, wypić kieliszeczek nalewki przygotowanej z własnych owoców i popatrzeć w gwiazdy, które w żadnym innym miejscu nie są takie piękne. I czuję wtedy, że ja i przyroda to jedno. Mam do niej wielki szacunek i staram się robić wszystko, by moje dzieci również za kilkanaście, kilkadziesiąt lat mogły siąść pod drzewem i nadal słyszeć te świerszcze…"

chaszczowisko
3. Karolina Czyczerska - www.chaszczowisko.utforma.pl

"Czy da się być ekologicznym ultrasem? Takim, który nie nawozi, nie opryskuje, a meble, donice i skrzynki ma drewniane, a nie plastikowe?

Uważam, że się pewnie da. Wszystko zależy od tego, jak jesteśmy w stanie się temu stylowi bycia/życia oddać, oraz tego, jakie mamy oczekiwania względem naszych roślin.
Od razu zaznaczę, że jeszcze się nie dorobiłam własnego ogrodu. Eko jestem tylko na swoim balkonie, ale nie ultra-eko, bo mam plastikowe skrzynki i doniczki, które są znacznie lżejsze niż drewniane. Mieszkam w kamienicy, która wymaga remontu i aktualnie balkon, na którym uprawiam (nielegalnie:)) swój mały ogródek, ponoć grozi zawaleniem. Drewniane skrzynki na przerdzewiałych balustradach - odpadają. Z tym, że robię wszystko, żeby plastikowe donice służyły mi jak najdłużej, nie traktuję ich jednorazowo i bezmyślnie nie wyrzucam. Zresztą, nie do końca uważam, że drewno jest zawsze eko. No i niestety niszczeje z czasem, więc trzeba je wymieniać. A plastik, no cóż - to gorszy wybór, ale z drugiej strony kupuję go raz i na długo, nie zwiększając zapotrzebowania na drewno i jego produkcję.
Nie jestem też ultrasem w kwestii nawożenia takich roślin jak hortensje czy różaneczniki. Pewnie kiedyś, jak już się dorobię własnego ogrodu - spróbuję ultra ekologicznego podejścia, ale póki co, właściciele ogrodów od tych właśnie roślin wymagają corocznego bujnego kwitnienia.

Czy chemię oprysków i nawożenia można zastąpić naturalnymi preparatami i wyciągami z roślin?
Jak dajesz sobie z tym radę?

Wypowiem się w kwestii balkonu, bo tam “rządzę”. A więc, na moim balkonie - można. Jest on ulubionym miejscem przesiadywania mojej kotki. Nie zrobię jej tego i nie zastosuję tu chemii, nawet jeśli mam mszyce, a różę zaatakowała choroba grzybowa.
Kwestia podejścia. Z mszycami poradziłam sobie czasowym cięciem młodych pędów (które są ich przysmakiem), intensywnym pryskaniem roślin wodą (strącałam w ten sposób mszyce i mrówki), a następnie opryskiem wodą z octem. Mozolnie, kilkukrotnie, ale się udało. Mszycy nie ma, a Lolka zadowolona korzysta ze słońca na balkonie:)
Do nawożenia wykorzystuję odpadki z kuchni - m.in. wysuszone skórki bananowe, fusy z kawy i herbaty.
Podobnie z chorobami. Ja akceptuję to, że roślina żyjąc może się gorzej mieć przez pewien czas. Nie oczekuję, że będzie idealna przez cały okres wegetacji. Gdy roślina choruje, stosuję naturalne opryski, wycinam chore pędy i liście, no i czekam. Jak się ogarnie i wróci do żywych - satysfakcja jest ogromna. A jak nie? No cóż, śmierć jest nieodłączną częścią życia. Jedne okazy cieszą nas długo, inne - nie. Naturalna selekcja.

Gdzie dostrzegasz granice bycia eko?

Uważam, że wszystko zależy od podejścia i osobistych preferencji. Nie chcę nikomu niczego narzucać, uważam, że już sam fakt, że uprawia się jakiekolwiek rośliny jest godny naśladowania. Oczywiście najlepiej, jeśli robi się to ekologicznie, ale jeśli nie - trudno - i tak, każda kolejna żywa roślina - także doniczkowa na parapecie, to krok w dobrą stronę.

Czy możliwe i dobre dla ogrodu jest podejście ultraeko?
Możliwe - jest, wszystko zależy od podejścia ogrodnika. Czy jest dobre dla ogrodu? Pod względem estetycznym, pewnie nie do końca, ale przyrodniczym - na pewno."

werxwer
4. Weronika - www.werxwer.pl

Ogrody ekologiczne nie są ogrodami nowoczesnymi. Wręcz przeciwnie -
prowadzenie takiego ogrodu, to cofanie się w rozwoju. Serio dziwi mnie
dobrowolna rezygnacja z dorobku całych pokoleń i uprawa ogrodu w
sposób, w jaki robiły to dinozaury - bez granulek, systemów
nawadniania, urządzeń spalinowych. Dinozaury wyginęły, bo nie chciały
iść z duchem czasu i tak samo wyginą ultraekolodzy. Po prostu
nadejdzie ten moment w którym wreszcie powiedzą sami do siebie i do
swoich zmęczonych sąsiadów: kończę z tym, nie poradzę sobie, wracam do
cywilizacji.

Nie wiecie czym są zmęczeni sąsiedzi takich osób? Towarzystwem
buszmenów. Ogrody ekologiczne nie sposób utrzymać w ryzach. Jak sobie
wyobrażacie koszenie trawy bez kosiarki, która w koszmarach ekologów
jawi się jako ziejąca trującymi spalinami smoczyca? Drewnianą kosą?
Nożyczki niedozwolone, bo mają plastikowe rączki - zabójcze dla
przyszłych pokoleń. Jak przyciąć taką trawę? Nie da się, więc nasiona
fruwają wesoło po sąsiednich działkach lądując nie tam gdzie trzeba.

A czym sąsiad ekolog nawozi swoje dzikie krzaki? Najnaturalniejszym z
nawozów - swoim moczem. Najpierw zjada poszczególne elementy swojego
ogrodu (warzywa i owoce), by nawóz azotowy nie był zanieczyszczony
śmieciami z marketu, a potem oddaje te cuda natury z powrotem swojemu
ogrodowi. Gdy okazuje się, że ciągle za mało sika (mimo setek litrów
wypijanych z własnego, krystalicznie czystego źródła), bierze do
spółki kilka krów. Jedyne co nam w tym momencie pozostaje to modlitwa
o wiatr w przeciwnym kierunku.

A jeśli któraś z roślin zachoruje? Ekolog nie leczy ich skutecznymi
lekarstwami, tylko kombinuje, prosząc o pomoc swoje pokrzywy i skrzyp.
Pozwala cierpieć choruszkom, podczas gdy sam tworzy kolejne magiczne
mieszanki ziół, wg przepisów z Wielkiej Księgi Gumisiów. A rozwiązanie
jest znacznie prostsze: jeżeli ktoś jest miłośnikiem leczenia
wszystkich problemów ziołami - powinien zajarać jedno z nich i po
prostu odpuścić.

Odpuścić i przyjąć do wiadomości, że to już XXI wiek. Że tych
wszystkich rzeczy, których się tak boi nie wymyślono po to, by zabić
jego i resztę globu, lecz po to, by po prostu miał w swoim życiu mniej
zmartwień. By nie musiał impregnować drewnianych donic dziewiczym
olejem, by nie musiał biegać między krowami z widłami, by nie musiał
czekać na każdą kroplę deszczu jak na zbawienie. Zamiast wykonywania
tych wszystkich czynności, które znam tylko z czarno-białych filmów,
niech po prostu cieszy się życiem, swoim ogrodem i tym, że ktoś
wymyślił te wszystkie dobrodziejstwa za niego i dla niego.

miejski ogrodnik
5. Cesar Sobczynski-Brys - www.miejskiogrodnik.pl

"XXI wiek to czas kiedy tak zwana cywilizowana część Świata mierzy się z wieloma problemami. Kapitalizm – który produkuje ultra bogaczy, kosztem coraz większej strefy biedy. Marnotrawstwo - pomimo wyrzucania do śmieci dziesiątek ton nadającej się do spożycia żywności w krajach wysoko rozwiniętych – głód zbiera coraz szersze żniwa w krajach ubogich. Pycha i chciwość - „bogaty człowiek” produkuje jedzenie, zarówno zwierzęta jak i rośliny są modyfikowane genetycznie – choć wcale nie ma takiej potrzeby, wszak nie dzielimy się nadwyżką z „człowiekiem w skrajnej biedzie”. Samozniszczenie - chemia, którą zwalczamy szkodniki, chwasty czy choroby grzybowe – przyczynia się w równym stopniu co rozwój cywilizacji i rozrastanie się populacji człowieka (tym samym rozwój miast i aglomeracji, kosztem naturalnego środowiska) do wymierania gatunków pożytecznych – np. owadów zapylających.

Albert Einstein przepowiadał, że: „kiedy zginie ostatnia pszczoła, ludzkości pozostaną cztery lata istnienia”. To niewiele, prawda?

W tych okolicznościach w państwach wysokorozwiniętych powstały i rozwijają się ruchy „EKO. I bycie eko, staje się coraz modniejsze. Coraz modniejszy też (na szczęście) staje się wegetarianizm lub odżywianie w zgodzie z zasadami moralnymi - ja na przykład: nie jadam jaj z numerkiem 3, nie jadam hodowlanych zwierząt mordowanych w ubojniach: drobiu, wieprzowiny, cielęciny czy wołowiny ale także owoców morza i ryb (tych hodowlanych jak: karp, łosoś, panga czy krewetka).

Czy zatem w ogrodzie, w Polsce, wszak nie uogólniajmy tutaj, a mówmy o naszym podwórku – czy w takim polskim ogrodzie, w polskim mieście, w polskich warunkach można być eko? Można być ultraeko? Czy jest to możliwe i przede wszystkim czy jest to dobre dla ogrodu?

 

Najpierw trzeba było by odpowiedzieć sobie na pytanie czym jest bycie eko i ultraeko? A tutaj definicji jak mrówek w ogrodzie. No więc zacznijmy od tych rzeczonych mrówek. Zwalczać czy akceptować? Kiedy niszczą nasz ogród, wydane przez nas pieniądze idą wraz z ich działaniami w błoto, kiedy niszczą nam plony? No a skoro mrówki tak, to w zasadzie dlaczego nie resztę: pajęczaki, stonki, biedronki, krety czy nornice? Czy jest to już atak na środowisko naturalne? Czy może jest to akt samoobrony? I czy w każdym akcie samoobrony musi dojść do „zabójstwa, eksterminacji”?

Przykład osobisty – mam uczulenie na komary, w związku z czym zwalczam je chemicznie. Skutecznie. Opryski robię zgodnie z normami i zasadami. Wybierając odpowiednią porę dnia (by nie wymordować pszczół i owadów zapylających) i stosując się dokładnie do proporcji używanego środka. Ale czy faktycznie środek ten zastosowany o odpowiedniej porze dnia, następnego już nie szkodzi pszczołom? Czy jestem chemikiem, by mieć 100% pewność, że takie stężenie faktycznie jest idealne? Czy mam jakąkolwiek uprawnioną wiedzę by stosować te środki? Czy też poddałem się reklamie i manipulacji – i dla własnej wygody, stosuję te środki, usprawiedliwiając się, że wszak robię wszystko w zgodzie z normami. Normami ustalonymi przez człowieka. Ale czy na pewno w zgodzie z przyrodą? Czy może środowisko naturalne próbuje mi pokazać, że nie jest to moje miejsce? Zatem jestem eko czy nie jestem, „oto jet pytanie”?

 

Obawiam się, że tym najprostszym z przykładów, odkryłem swoje karty i pokazałem swoją opinię. W mojej opinii w XXI wieku w krajach wysokorozwiniętych gospodarczo, w dobie kapitalizmu i niewyobrażalnie wybujałej wartości pieniądza i dóbr materialnych bycie eko czy ultraeko w ogrodzie jest niemożliwe. Oznacza to cofnięcie się i akceptacji zasad panujących w świecie naturalnym. A tych zasad „człowiek z miasta” akceptować już nie chce lub nie umie.

Czym innym – i odróżnijmy to proszę dokładnie – jest moda na bycie eko. Tutaj „wolna amerykanka”, bezsensownie zakładane hotele dla owadów zapylających (na środku Pól Mokotowskich, gdzie wokół brak jakichkolwiek siedlisk naturalnych oraz potencjalnego pożywienia), bezsensownie zakładane (bo taki trend) dzikie łąki na nowych modnych osiedlach wielkich miast w Polsce, o które nikt później nie dba (wszak są dzikie, niech same o siebie zadbają). Ostentacyjne inwestowanie w materiały ekologiczne (drewno, kamień czy ratan) by jednocześnie o estetykę, spokój i ciszę w ogrodzie dbać za pomocą chemii i ultradźwięków.

 

Moi drodzy, bądźmy ze sobą szczerzy – nie da się spełniać kryteriów i norm bycia eko i jednocześnie posiadać piękny, idealnie skomponowany i zadbany ogród w mieście. Sam fakt nasadzania roślin w ich nienaturalnych siedliskach łamie bowiem jakąkolwiek zasadę eko. Nie wiem jak jest na wsiach czy małych miasteczkach, ale zakładam, że podobnie. Wszak budując piękny dom, chcemy go otoczyć pięknym ogrodem, w którym znajdą się piękne rośliny, które będą zadbane i zawsze zdrowe.

A w takiej sytuacji, eko... możemy tylko markować. Poddać się trendowi i manifestować. Ale prawdą jest, że nie jesteśmy eko. My mieszkańcy miast, my ludzie żyjący w XXI wieku. W wieku, w którym to moda decyduje jak żyć i kim być, nawet jeśli ma się to nijak, do właściwej definicji tematu. " 

 

Moje podsumowanie

Generalnie moje podejście podzielają moje koleżanki i koledzy blogerzy i autorzy fanpegów.

Ania z www.fajneogrody.pl trafnie pisze, że: Jeśli chodzi o mnie to jestem zawsze zwolenniczką zdrowego rozsądku. Chemia zdrowa nie jest i tu nie ma, co dyskutować. Ideałem byłoby całkowite jej wyeliminowanie. Wszystko, w ogóle, zależy, w jakim kontekście, skali rozpatrujemy stosowanie chemii.

Leonarda z www.blogleonardy.pl ekologię w ogrodzie stawia na pierwszy miejscu, choć jak to podkreśla daleko jej do bycia ultraeko. Ciekawe jest to, że ogród postrzega, jako środowisko, które ona narusza, a nie jak to określa zwierzątka. Pisze też, co istotne, że: Staram się też, by w jakimś zakamarku mojego ogrodu (z tyłu rabaty, za krzewami) było miejsce z tzw. bioróżnorodnością i dalej: Nie pielę tam, zostawiam pokrzywy i inne chwasty, by mogły rozwijać się tam larwy owadów potrzebujące właśnie takich środowisk.

Karolina z www.chaszczowisko.utforma.pl na pytanie: Czy da się być ekologicznym ultrasem? Takim, który nie nawozi, nie opryskuje, a meble, donice i skrzynki ma drewniane, a nie plastikowe? Pisze tak:

Uważam, że się pewnie da. Wszystko zależy od tego, jak jesteśmy w stanie się temu stylowi bycia/życia oddać, oraz tego, jakie mamy oczekiwania względem naszych roślin.

Weronika www.werxwer.pl uważa, że należy korzystać z dobrodziejstw cywilizacji i ultra i eko ogród to zacofanie. To nie jest rzadka opinia w tej sprawie, choć większość blogerów jest raczej pro eko. Weronika pisze min:

Ogrody ekologiczne nie są ogrodami nowoczesnymi. Wręcz przeciwnie prowadzenie takiego ogrodu, to cofanie się w rozwoju. Serio dziwi mnie dobrowolna rezygnacja z dorobku całych pokoleń i uprawa ogrodu w sposób, w jaki robiły to dinozaury - bez granulek, systemów nawadniania, urządzeń spalinowych. Dinozaury wyginęły, bo nie chciały iść z duchem czasu. Trudno mi się też zgodzić z Weroniką w kwestii dinozaurów, być może nie zrozumiałem przenośni, ale wyginęły one na skutek uderzenia w naszą planetę dużej asteroidy.

Cesar www.miejskiogrodnik.pl popiera idę-ekologię, ale jest i sceptyczny jak wielu uczestników sondy pisząc: Moi drodzy, bądźmy ze sobą szczerzy – nie da się spełniać kryteriów i norm bycia eko i jednocześnie posiadać piękny, idealnie skomponowany i zadbany ogród w mieście. Sam fakt nasadzania roślin w ich nienaturalnych siedliskach łamie, bowiem jakąkolwiek zasadę eko.

Szósta wypowiedź, to moja opinia, którą przedstawiłem już na samym początku :)

A jaka jest Twoja opinia w tej sprawie?
Zapraszam do komentowania i oceniania.

 

OgrodnikLeszek

  • Tytuł: Czy ogród może być ultraekologiczny? 6 opinii blogerów ogrodniczych.
  • Autor:
  • Data: 21/09/2015
  • Tagi:
Top