Thursday 14, Dec 2017

Blog ogrodniczy - Ogrodnik Leszek

Obrazek użytkownika Leszek

Bulwersująca sprawa z łódzkich działek

Dużo się pisze w internecie o ogrodach działkowych podległych PZD. Pisze się dobrze, ale i źle tam gdzie działacze zarządów nadużywają swoich uprawnień. Nie jest wcale mało takich przykładów, o czym już niejednokrotnie pisałem na swoim blogu. Mówienie i pisanie o tym nie jest, jak to mi się często zarzuca atakiem na samo stowarzyszenie, ale na tych którzy, często mylą pracę społeczną z pracą zarobkową i nierzadko szkodząc idei ruchu ogrodniczego. Broniąc swoich niemałych apanaży, gotowi są posunąć się do wszelkiej maści niegodziwości. Szczególnie wobec tych dociekliwych i zadających niewygodne pytania, głównie dotyczące rozliczeń finansowych i realizowanych inwestycji. Sam doznałem tego niejednokrotnie. Ostatnio na stronach internetowych niezależnych działkowców opublikowano artykuł z Ekspresu Ilustrowanego pióra Pana Redaktora Krzysztofa Zająca o tym, do czego jest w stanie posunąć się działacz z jednych z łódzkich ogrodów. Zacytuję niektóre fragmenty tego artykułu: „Wczoraj, w Wydziale Karnym Sądu Rejonowego dla Łodzi Widzewa, rozpoczęła się sprawa przeciwko 79-letniemu Janowi K., prezesowi rodzinnego ogrodu działkowego, oskarżonemu o to, że w marcu tego roku, na terenie ogrodu, groził bronią działkowcom.

Prezes przyznał w sądzie, że faktycznie złapał za pistolet, sportową wiatrówkę, którą miał na działce i krzyczał do Piotra K., użytkownika pobliskiego ogródka: wynoś się stąd, bo ci j... odstrzelę. Jan K. opowiadał, że na działkę wybrał się po zmroku, około godz. 19, na spacer. Chodził po alejce, bo słyszał podejrzane hałasy. Gdy otwierał furtkę na swoją działkę, zaatakował go pies Piotra K. Zdążył wejść do ogródka i zwrócił właścicielom uwagę, by nie puszczali psa luzem. Wtedy Piotr K. zaczął szarpać ogrodzeniem, uderzył go w twarz, a potem wtargnął na teren działki.

- Wpadłem wówczas na taras i złapałem leżący na rożnie pistolet, by odstraszyć napastnika — zeznawał w sądzie.

Zupełnie inaczej przebieg wydarzeń przedstawia Piotr K. i jego żona Katarzyna, którzy w sprawie występują jako oskarżyciele posiłkowi.

Według ich relacji poszli wieczorem na działkę po pozostawionego tam kota. Gdy zobaczyli nadchodzącego prezesa, zapięli wystraszonego, ujadającego psa na smycz. Ponieważ prezes wszedł od strony ich działki, która już kilkakrotnie była dewastowana, Piotr K. spytał prezesa: po co się szwendasz po nocy? Wówczas Jan K. zza poły kurtki wyciągnął pistolet i powiedział: Ja was tu zaraz załatwię...

Działkowcy uciekli na swoją działkę, skąd wezwali policję. Funkcjonariusze zatrzymali prezesa, gdy opuszczał ogród. Znaleziono przy nim broń, którą oddano do ekspertyzy. Nie mówił wówczas policjantom o tym, że został uderzony w twarz. Trafił do aresztu, w którym spędził noc. Rano przedstawił swoją wersję wydarzeń.

W sprawie nie ma żadnych świadków oprócz uczestników wydarzenia. W listopadzie ma być ciąg dalszy rozprawy. Prezesowi grozi kara pozbawienia wolności do dwóch lat.

Konflikt prezesa i działkowców trwa od 2011 roku. Doprowadził on do tego, że zarząd ogrodu wypowiedział państwu K. umowę dzierżawy działki. Postępowanie sądowe trwało dwa lata. Prezes zawiadomił też prokuraturę o nękaniu. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. Na tydzień przed nocnym incydentem, ”sąd orzekł, że wypowiedzenie umowy dzierżawy działki było niezgodne z prawem.

Ocenę tego zdarzenia pozostawiam moim czytelnikom. Bardzo ciekawe jak ta sprawa się zakończy. Pewnie wrócę do tego po wydaniu wyroku.

Jeżeli macie jakieś wątpliwości co do funkcjonowania Waszego ogrodu, macie ciekawe obserwacje i spostrzeżenia piszcie na adres: lec_art@op.pl lub www.ogrodnikleszek.pl

Top